Denis Urubko – bohater czy złoczyńca?

Wszystkie serwisy informacyjne żyją teraz polską wyprawą po jedyny, niezdobyty zimą ośmiotysięcznik – K2. Jest to szczególnie bliskie mojemu sercu, bowiem góry to moja wielka miłość. I podobnie jak z Nowym Jorkiem, nigdy nie byłem w Himalajach, ale wiem, że je kocham.

Korci mnie by wypowiedzieć się na temat idei wspinaczki wysokogórskiej, o tym czym powinno być braterstwo alpinistów i ile jest logiki w tej pokręconej pasji. Pozostaje mi cieszyć się.. bo mam tego bloga. To sobie kiedyś napiszę. Dziś tylko o Denisie i tylko o tym, co stało się pod królową Karakorum.

Poniższy tekst potraktuj jako porcję przemyśleń kanapowego himalaisty. W razie sztandarowej odzywki wszystkich hejterów pt. „to sam tam idź i zrób”, odpowiadam.. po co? Zdecydowanie lepiej siedzi mi się przed komputerem, sącząc ulubioną coca-colę z puszki i tworząc niespotykane historie.

Czas na podróż do Pakistanu, pakujcie manatki.

29 grudnia z Warszawy wyruszyła Polska Narodowa Zimowa Wyprawa na K2 2017/2018 w ramach Polskiego Himalaizmu Zimowego im. Artura Hajzera. Bardzo solidna ekipa, mająca za kierownika prawdziwą legendę – Krzysztofa Wielickiego.

Doświadczenie, techniczne umiejętności przywódcze i charyzma. Jednak nie one determinują jego wartość jako lidera. Jego wartość jako lidera wynika z tego, że on kiedyś robił to, co członkowie jego ekipy teraz. Wielicki doskonale rozumie motywację i zna emocje, które towarzyszą pracy w tak ekstremalnych warunkach. Sam napawał się zwycięstwem i tonął w oparach własnej adrenaliny, związanej ze zdobywaniem szczytu. I to właśnie on popełnił w tym wszystkim największy błąd. Reszta jest kwestią punktu mojego i twojego widzenia, niezależnie od tego czy potrafiłbyś wejść na IV piętro wieżowca. Bez znaczenia.

Wielicki w gorsecie ortopedycznym, samotnie zdobył piątą najwyższą górę świata.

Myślę, że śmiało możecie stwierdzić jedno: opór i próba osiągnięcia celu bez względu na wszystko. Tak zbudowane jest serce alpinisty – i nie bez kozery! Inaczej nie robiliby tego, co robią. Podejrzewam, że cywilizacyjnie bylibyśmy w ciemnej dupie, gdyby nie ludzie z takim sercem. Nie byłoby dzieł sztuki, heroicznych wyczynów i filmów, opiewających te historie. Straszna nuda, kurde.

Wielicki powinien przewidzieć, że Urubko tak postąpi i mieć gotowy plan na taką ewentualność. Czy miał? Na chwilę obecną zdaję się, że nie.

Pardon, bo nie wspomniałem..

co takiego zrobił Denis Urubko?

Wychodzi na to, że postanowił zdobyć szczyt. (?)

– Zajebiście! Przecież to właśnie jest celem ekspedycji!

– No jasne, ale tak się składa, że nikomu o tym nie powiedział, ruszył samotnie wbrew planom kierownika, zaakceptowanym przez resztę ferajny. I poniósł klęskę na dodatek.

– Ach.

24 lutego ten polsko-rosyjsko-kazachski wspinacz bez uprzedniego poinformowania kierownika wyprawy, a co za tym idzie – bez jego zgody, ruszył w niesprzyjających warunkach atmosferycznych.. by zdobyć K2. Jako pierwszy człowiek w historii.

Plan na zimowe zdobywanie szczytu był taki, że ekipa oczekuje tak zwanego „okna pogodowego”, czyli uspokojenia się ekstremalnego klimatu Karakorum. Według pierwotnych założeń czas na realizacje zadania upływa z dniem 21 marca, czyli wraz z astronomicznym końcem zimy.

Urubko nie podziela tego poglądu. Dla niego zima kończy się w lutym. Dla niego zdobywanie zimowych szczytów, związane jest z rezygnacją z wielu udogodnień, chociażby dodatkowego tlenu. To filozofia, do której ma pełne prawo. Co więcej: jestem skłonny zgodzić się po części z tym tokiem rozumowania.

Szkoda tylko, że członkowie wyprawy nie dogadali się w tej „drobnej” sprawie.

Cholera, wyłóżmy karty na stół. Denis Urubko to jeden z czołowych himalaistów świata. Piotr Pustelnik w jednym z wywiadów określił go mianem „nadczłowieka”. W jego mniemaniu to właśnie on miałby największą szansę na skuteczny atak szczytowy.

W wyprawie uczestniczy wielu innych znakomitych wspinaczy, przede wszystkim Adam Bielecki czy Janusz Gołąb. Jednak siłą rzeczy to wokół Denisa musiały koncentrować się plany na tę wyprawę. Oczywiście Kazach w swym samowolnym wyjściu nie zdobył upragnionej góry, zatrzymała go pogoda i opuścił ekspedycję. Właśnie wraca do domu. Na tarczy czy z tarczą – pozostawiam do rozważenia.

Nie jestem żadnym specjalistą, ale brak takiego fundamentu rodzi utrudnienia, które mogą kosztować powodzenie tej misji. Czy można było temu zapobiec?

Wszyscy doskonale znali poglądy Denisa Urubko.

Jerzy Natkański na łamach stacji TVP powiedział wyraźnie, że Urubko nie krył się ze swoją wizją zimy. Skoro się nie krył to i Wielicki wiedział. A jak wiedział Wielicki to i reszta zespołu. Do chuja.. nawet ja o tym wiedziałem! A w najbliższym czasie zdobędę co najwyżej Śnieżkę. Jak se buty kupię.

Dlaczego zatem Denis zdecydował się na wzięcie udziału w wyprawie? I dlaczego kierownik mu na to pozwolił?

A to bardzo dobre pytania. Jakoś tylko odpowiedzi brak. Z tego wszystkiego żałować można zespołu, którego morale z pewnością podupadły. Chodzenie po ośmiotysięcznikach przy minus pięćdziesięciu stopniach jest utrudnianiem życia samym w sobie.. niektórym to jednak nie wystarcza. Trzeba dołożyć do tego pieca.

Czas na internetowy osąd.. dawać togę i młotek. W imieniu..

rzeczy własnej, niepospolitej, ogłaszam co następuje.

Wszyscy są winni.

To logiczne podsumowanie. Jako osoba, która od jakiegoś czasu zarządza projektami – będąc przy tym liderem, podtrzymuję również swoją opinię z samego początku. Wszyscy winni po równo, ale Wielicki jednak najbardziej. Słaba to matematyka, ale wiecie, matematyka to ostatnio w liceum i tak jakoś..

Denis Urubko ruszając samotnie na szczyt wiele zaryzykował. Powodzenie tej operacji czy jej niepowodzenie – skutkuje osłabieniem morale i zlekceważeniem wytycznych kierownika. Z doświadczenia powiem wam, że kierownicy są od tego, by się ich słuchać. Szczególnie przy tak skomplikowanym projekcie.

Himalaizm powinien być drużynowy.

Wchodzicie razem, schodzicie razem.

To naprawdę nic nadzwyczajnego, nawet dla laika takiego jak ja. Denis Urubko zaprzeczył tym wartościom. Zaprzeczył im jawnie. Kto zdecyduje się na współpracę z takim człowiekiem w przyszłości? Bez niego, predykcje na zdobycie K2 drastycznie maleją. Można by uznać, że to co zrobił wpłynie na wspinaczkę – w ogóle.

Druga strona medalu jest taka, że pozostał on w zgodzie ze swoimi rytuałami. Konsekwentnie realizuje własną misję i – zgadzając się z nim lub nie – wiele jest logiki w tym, co mówi. Zima to zima, bez pierdolenia. Zimowe wchodzenie na szczyty i oczekiwanie na letnie warunki.. no cóż.  Jego filozofia nie była najpilniej strzeżoną tajemnicą. Wiedzieli o niej wszyscy.

Sytuacja wydaje się prosta. A mimo wszystko doszło do współpracy i obecności Denisa w składzie. W tym świetle to właśnie kierownik powinien zareagować. Jakie były ustalenia? Czy osiągnęli kompromis, który został złamany? Na pewno po zakończeniu ekspedycji, otrzymamy kolejną porcję wyjaśnień. Jakby to miało zmienić nasze życie.

Tytuł mojej publikacji to również pytanie. Bohater czy złoczyńca? A wiesz co..

Gówno mnie to obchodzi.

Jest genialnym wspinaczem, którego nie tak dawno wychwalaliśmy pod niebiosa, a jego zasługi przypisywaliśmy Polsce, wszak to nasz reprezentant! Z paszportem i nawet klnąć po polsku potrafi.

Na ten moment wieszamy na nim psy, bo zdradził, bo złamał zasady, bo samolubny. I nagle w oczach mediów powstała potrzeba akcentowania jego rosyjskich korzeni. To już nie jest Polak z kazachskim rodowodem. To Rosjanin! Brakuje tylko jawnego nawoływania do agresji.

Ogarnijcie się.

Góry nie powinny dzielić nas a łączyć. Fokus tak śpiewał w jednym kawałku, tylko o hip-hopie było.

Udostępnij
0 komentarzy on Denis Urubko – bohater czy złoczyńca?

Post a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *