Dlaczego gardzimy dialogiem wirtualnym?

Nie wiem czy piszę o czymś ważnym. Nie wiem, czy poruszane przeze mnie tematy, poruszają kogokolwiek (jak on gra słowami!). Tworzę treści, które odzwierciedlają moje poglądy, choćby wynikały z drobnych, nie wpływających na jakość życia przemyśleń.

I tak jest tym razem. Temat jest pierdołowaty, ale od jakiegoś czasu będący dla mnie zagadką, której rozwiązanie powinno zostać nagrodzone milionem dolarów.

Dlaczego ludzie gardzą dialogiem wirtualnym? I skąd u nich tyle miejsca w dupie, żeby Cię tam wsadzić?

Ażeby przedstawić swój punkt widzenia, chciałbym podzielić się kilkoma definicjami. D-e-f-i-n-i-c-j-a-m-i.. w tekście lajfstajlowym. Nowe trendy czy głupota autora?!

Interakcja jest formą oddziaływania. Widoczna w wielu obszarach, różnie nazywana, wykorzystywana w nauce. Kiedy dziewczyna, która Ci się podoba, pochwali twoją nową fryzurę, zarumienisz się. Ona to dostrzeże, odpowie uśmiechem, będzie tak fajnie, tak dziarsko i niezręcznie. Miała miejsce jakaś interakcja.

Interakcja nastąpi również po zeżarciu 8 jajek na twardo, zapitych coca-colą. Tak jest skonstruowany ten świat. Jak pierdolniesz gdzieś bombą, to spodziewaj się kolejnej. Jak kogoś spoliczkujesz, spodziewaj się kontry. Ot, proste reguły.

Komunikacja to wymiana informacji. Egzystująca w zażyłej relacji z interakcją. Właściwie komunikowanie czegoś w dowolnie wybrany sposób jest już interakcją samą w sobie.

Zobaczmy. Inną reakcję wywołasz, mówiąc o hodowli rasowych kotów, a inną o rasowo czystej Europie. Skutki będą zgoła odmienne i szczerze, nie radzę tego testować.

Dialog to rodzaj komunikacji werbalnej! Dialog jest również formą komunikacji, która wywołuje określoną interakcję.

Dialog określmy mianem rozmowy, ok? Trzeba tu dwóch ludzi, co by miało to ręce i nogi, a nawet dwie pary tychże. Po co to wszystko? A po to, by się rozwijać, pośmiać, spędzić miło odrobinę czasu, ulżyć sobie, poinstruować kogoś, obrazić, oczernić, zwyzywać, wyznać uczucia, okłamać, przekazać istotne informacje, wydać polecenia, pożalić się lub pochwalić czyjeś sukcesy.

Spektrum motywacji do rozmowy jest doprawdy nieskończone.

I przechodzimy do meritum. Takie czasy nastały, że możesz rozmawiać z kimś twarzą w twarz albo tańczyć sobie na klawiaturze, denerwując się raz po raz dźwiękiem Messengera. Z jakiegoś bliżej nieokreślonego powodu, ludzie prowadząc rozmowę w Internecie, zapominają już o klasycznych regułach, jakie się jej tyczą. I wszystkie przedstawione przeze mnie definicje biorą w łeb.

Gdy osoba, którą znasz, pomacha Ci na ulicy, podejdzie, zapyta jak tam w nowej pracy albo zaprosi Cię na jakieś piwo w tygodniu.. co zrobisz? Uwaga, nadciąga fala BŁYSKOTLIWOŚCI. Przygotuj się..

.. odpowiesz takiej osobie, utniecie sobie pogawędkę, że na piwo to chętnie a praca do dupy nie podobna. Słodko.

A co gdybyś się śpieszył? Tramwaj na horyzoncie, a motorniczy nie ma w zwyczaju czekać na jaśnie pana lub panią. Wówczas skwitujesz krótkim: „nie mam teraz czasu, pogadamy później, dobrze?” albo „śpieszę się, zadzwonię!”. Coś takiego jak mniemam.

Mając na uwadze powyższe przykłady, zanurzmy się w otchłań Internetu, tej nieskończonej i niezbadanej krainy. Zróbmy kilka kroków i zatrzymajmy się na popularnym Messengerze. Znajomy wysyła Ci zaczepkę, zadaje takie same pytania: jak tam nowa praca? Czy masz ochotę na piwo? Wszystko fajnie, tylko nagle stajesz się chujem, uznając, że miejsce, gdzie toczy się ów dialog, zwalnia Cię z obowiązku uczestnictwa w nim.

Nie zrozum mnie źle, bo nie chcę perswadować Ci, że masz być na każde skinienie albo,

że Internet masz traktować jako substytut rozmowy przy kawie.

To oczywiste, że wirtualne pogaduchy nie mają prawa zastąpić Ci realnej wymiany zdań, ale do licha.. są pewne granice w swobodzie takich dyskusji.

Najwięcej żalu mam do tych, którzy odczytują wiadomości i mają na tyle miejsca w dupie, żeby Cię tam wsadzić. Doprawdy, napisanie krótkiej noty, gdzie informujesz, że nie masz czasu, albo ochoty odnosić się do treści pytania, zajmie Ci maksymalnie 30 sekund. Mnie również zdarza się zwlekać z odpowiedziami. Różnica jest taka, że wówczas jestem zajęty na tyle, że tych komunikatów nawet nie zauważam. Kiedy mam czas otworzyć okienko czatu, równie dobrze mogę poświęcić chwilę by napisać wiadomość zwrotną.

Jest to szczególnie kłopotliwe, gdy komunikujemy coś, bo: robimy wspólny projekt, przynależymy do organizacji studenckiej albo koła naukowego, w skrócie.. pracujemy razem. W głowie każdego człowieka, powinna pojawić się dość logiczna myśl: kurde, może to coś istotnego? Logiko, logiko.. Ty jesteś jak zdrowie..

Mam radę. Jeśli pogardliwie podchodzisz do takiej formy dialogu, to zerwij ze mną kontakt. Każdorazowo zlewając moje wiadomości wirtualne, zachowujesz się tak, jakbyś opluwał mnie na ulicy i odwracał się na pięcie, bo miałem czelność zapytać co u Ciebie. Niewiele tu koleżeństwa.

To tylko 30 sekund, a działa to we wszystkich sferach życia. Kiedy nie możesz odpowiedzieć na czyjeś wezwanie, wykonać powierzonego Ci zadania, odnieść się rzetelnie do zadanego Ci pytania.. poświęć tylko 30 sekund, żeby zasygnalizować, że komunikat do Ciebie dotarł.

Brak odpowiedzi, to żadna odpowiedź.

Jest to objaw chamstwa, a z chamami jest tak, że nie ma sensu z nimi przystawać. Rzetelność się ceni. Nikt nie powinien wytykać twoich porażek, ale z pewnością godne nagany jest zatajanie ich przed światem. W szczególności, gdy ciągną one w dół nieświadome, Bogu ducha winne osoby. Na przykład mnie.

W gwoli ścisłości, co by nie wyjść na człowieka gołosłownego. Zachorowałem na sesję – kumulacja zła, wirusy prawa handlowego, bakterie prawa podatkowego.. Ciężko się wygrzebać, ale zarządzanie projektem ponownie wjedzie na salony, gdy tylko wyzdrowieję. Wkrótce. 

Udostępnij
0 komentarzy on Dlaczego gardzimy dialogiem wirtualnym?

Post a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *