Nie będę solidaryzował się z narodem

Wydarzenia z niedzielnego finału WOŚP to doprawdy ogromna tragedia. Zgasło światło, które miało na tyle mocy, by poradzić sobie z cieniem dotykającym innych ludzi. Media i świat publiczny stanęły na baczność, wychodząc na ulice i składając pełne emocji oświadczenia – w prasie, w telewizji, internecie… Widziałem mnóstwo deklaracji moich znajomych, tablice społecznościowe wypełniła żałoba. Ten się solidaryzował, tamten również. A ja nie napisałem nic. Mam bloga, więc aspiruję do miana kogoś.. publicznego. Kogoś podnoszącego głos w sprawach społecznie istotnych. A nie napisałem nic. Żadnych kondolencji, wyrazów współczucia. I nie zamierzam tego zmieniać.

Mija tydzień od tragicznych wydarzeń, zatem postanowiłem wyrzucić część swoich przemyśleń na łamach wirtualnego papieru. Emocje opadły, wszystko można ocenić chłodnym okiem. Tydzień temu nie łączyłem się w bólu z Polakami.

Dziś także nie będę solidaryzował się z narodem.

Dlaczego? Zakładam, że to ostatnia rzecz jakiej potrzebowałby śp. Paweł Adamowicz. Pana Pawła nie znałem, nie wiem nic o jego działaniach. Szczerze? Nie miałem pojęcia, kto jest prezydentem Gdańska. I zapewne nie dowiem się, kto będzie następnym. Ta wiedza nie jest mi do niczego potrzebna. Z tego co zdążyłem przeczytać – chcąc lub nie chcąc – był to człowiek ambitny, dobry i skory do podejmowania społecznych wyzwań. Współczuje jego bliskim, współczuje też obywatelom, bo z pewnością stracili wartościowego samorządowca. Nie okazuję tego współczucia dlatego, że był dobrym prezydentem. Współczuje dlatego, że był człowiekiem. A strata każdego człowieka, który nie próbuje za wszelką cenę skrzywdzić innych – to strata bolesna.

To wydarzenie odbiło się szerokim echem w mediach. Rozumiem powody.

Śmierć Pawła Adamowicza przyjęła wymiar ikoniczny.

Finał największej krajowej akcji charytatywnej, persona publiczna, zamach… Rozumiem powody. Rozumiem, dlaczego tak wielu polityków, aktorów, piosenkarzy, działaczy i blogerów zawarło głos w tej sprawie. I dobrze. To ich zadanie, rola i powołanie. Nie rozumiem jednak ludzi nie związanych z Gdańskiem, nie rozumiem osób nie-bliskich, nie rozumiem osób nie-publicznych, którzy tak żywo komentowali tą tragedię.

Ja nie dostrzegam w tym szczerości. Dostrzegam raczej przejaw mody na solidaryzowanie się w obliczu jakiejś tragedii. Walki o lepsze jutro, toczącej się wtedy, gdy pali się na całego. Walki o której zapominamy, gdy można podjąć kroki, aby zapobiegać kolejnym pożarom.

Śp. Paweł Adamowicz nie był mi bliską osobą. Nie zrozumcie mnie źle, lecz jego strata nie wpłynie na moje życie. Ani pozytywnie, ani negatywnie. Nie byłbym szczery, skandując wniebogłosy o moim zmartwieniu i rozpaczy. Byłoby to kłamstwo, a kłamstwo to zmora niszcząca życie społeczne niczym wirus.

Statystki nie są mi znane, ale podejrzewam, że w każdej sekundzie umiera człowiek. Zamordowany. Chory. Samotny. To może być dobry, uczciwy człowiek. Tysiące samotnych staruszków umiera w hospicjach, dzieci umierają z głodu, inne dzieci patrzą na swoich konających rodziców, wiedząc, że zbliża się koniec, bo nie mogą zdobyć pieniędzy na kosztowne leczenie. Nie znam tych ludzi, potencjalnie ich wpływ na moje życie jest niewielki, ale ich prawo do bycia opłakiwanym jest takie samo jak w przypadku Prezydenta Gdańska.

Chcę wam powiedzieć, że nasze życie byłoby doprawdy nieustanną żałobą, gdybyśmy opłakiwali każdego człowieka wartego uronionej łzy.

Płakalibyśmy i ten płacz nie znalazłby swojego końca.I dlatego nie potrafię utożsamić się z tą żałobą. Nie potrafię, bo w gruncie rzeczy nie jest to moja żałoba. Nie jest, bo wiem, że na świecie jest tak wielu ludzi, którzy cierpią. Widziałem biednych, samotnych staruszków w hospicjach, których nikt nie opłakuje. Będąc w prawdziwej żałobie po p. Pawle Adamowiczu, musiałbym prawdziwie żałować tysięcy. Czy uważasz, że to możliwe? Obawiam się, że nie.

Dobrze, że media zawrzały. Dobrze, że osoby publiczne skandowały. Ci ludzie mogą coś zmienić, mają zasięgi i odbiorców, którzy ich naśladują. O ile będą konsekwentni w działaniu. Po katastrofie smoleńskiej też łączyliśmy się w smutku i rozpaczy. Krzyczeliśmy, obiecywaliśmy poprawę, wychodziliśmy na ulicę. Planowaliśmy zgodę i porozumienie. Byliśmy aktywni w trakcie pożaru. Kiedy ustał, zapomnieliśmy. Naród znów się podzielił, wróciły niesnaski i spory. Nie zmieniło się doprawdy nic. I tego się boję. Boję się, że to wszystko pójdzie na marne, że tylko krzyczymy, gdy się pali, a nie wcielimy niczego w życie, aby zapobiegać kolejnym pożarom. Czy politycy, dziennikarze, aktorzy i blogerzy poprowadzą naród ku zmianom? Czy wskażą kierunek, o którym będą nieustannie przypominać?

Martwię się, że nasza potrzeba solidaryzowania oparta jest na emocjach i trwa tylko przez chwilę.

Martwię się, że są tacy, których rozpacz nie jest szczera, a rozpaczają, bo robią to też inni. To dla mnie przerażające. Obawiam się, że celebrujemy śmierć medialną, a zapominamy o tych, którym również należy się szacunek. Czy społeczeństwo zacznie się uważnie rozglądać? Czy dostrzeże cierpienie, które jest dookoła, ukryte w cieniu i pomijane – przez media, przez polityków… i przez Ciebie.

Tragiczny finał WOŚP na pewno dał impuls do działania. Może i nie celebrowałem żałoby, ale podjąłem rozważania. Co mogę zrobić, aby dawać innym ludziom dobro? Co mogę zrobić, aby zatrzymać nienawiść i przemoc? Czy w ogóle coś mogę zrobić w tych sprawach? Nie wiem.

I wiesz co? Ty też się nad tym zastanów. Poszukaj odpowiedzi. Czeka Cię niejedna medialna tragedia, bo taki jest ten świat. Wspaniały, pełen radości i dobra, a także pełen okrucieństwa i skurwysyństwa. Kiedy znów wydarzy się tragedia, zastanów się, czy Twoje krzyki, Twoje posty na facebooku, Twój udział w marszach, paradach i lament…. czy to wszystko ma sens. Czy płynie z Twojego serca. Czy jest prawdziwe i realnie zmieni Twoje dotychczasowe przyzwyczajenia. Czy zostanie z Tobą na dłużej, kiedy emocje już zgasną, a pojawią się nowe, związane z innymi wydarzeniami. Pomyśl o tym.

Może zamiast krzyczeć, marszować i postować… uczcij zmarłego minutą ciszy? Tak szczerze, tak po ludzku. Pozostaw łzy rozpaczy jego bliskim, a swoje zachowaj na później. Będą Ci potrzebne. Zamiast krzyczeć i się solidaryzować, zasiej trochę dobra na tym świecie. Podejmij prawdziwą walkę z mową nienawiści.

Zapomnij o bezwartościowych postach na fejsbuniu i twiterku.

Podejmij najprawdziwszą walkę o lepsze jutro. Tylko jak?

Uśmiechnij się do drugiego człowieka, pochwal swojego pracownika za jego zaangażowanie. Wpłać choćby niewielką sumę na cel warty takich pieniędzy. Zadzwoń do mamy lub taty. Odwiedź swoją babcię, która nie widziała wnuka od kilku miesięcy. Przestań być obojętny na to, co się dzieje się dookoła Ciebie. Poklep po ramieniu przyjaciela, który potrzebuje tak niewiele do szczęścia. Potrzebuje, byś zapytał: hej, co u Ciebie? Przestań narzekać na wszystko i wszystkich. Na Kościół, na muzułmanów, na PIS, na PO, na bogatych, na biednych, niskich i na wysokich. Walcz o to, co dobre – o Jurka Owsiaka i potęgę Orkiestry, o przyjaciół, o swoje pasje, o rodzinę. Zacznij chwalić to, co jest warte, zamiast gnoić obiekty Twojej frustracji.

W ten sposób zaczynasz mowę nienawiści.

Obojętnością i pogardą. A jeszcze tydzień temu marszowałeś, krzyczałeś i postowałeś, aby ją zwalczać.

W ten sposób zaczynasz mowę nienawiści. A to czyni Cię mordercą.

 

 


Powalczmy razem o świat pełen radości, optymizmu i człowieczeństwa. Jest tak wiele portali, dzięki którym możesz realnie pomóc tym, którzy tego potrzebują. Uwierz, że nawet 5 zł jest wielkim darem dla człowieka, mogącego stracić wszystko. 

https://www.wosp.org.pl/fundacja/jak-wspierac-wosp/wesprzyj-online

https://pomagam.pl

https://www.siepomaga.pl

oraz inne. 

 

Udostępnij
0 komentarzy on Nie będę solidaryzował się z narodem

Post a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *